Palityki, jakija robiać pradmovy da zbornikaŭ paezii pryhožych i talenavitych žančyn, zasłuhoŭvajuć źniavoleńnia na 15 sutak.

Tamu što vystupajuć u roli hetakich cmokaŭ-spakušalnikaŭ: maŭlaŭ, napišecie, dušańka, paru słoŭ i pra naš hrešny promysieł, — mo' raptam uvojdziecie ŭ historyju vyzvalenčaha ruchu.

Boh daŭ Irynie Bahdanovič i pryhažość, i talent. A pradmovu da jaje zbornika «Sarmacki albom» (Miensk, 2004) napisaŭ prafesar Jury Chadyka — viadomy fizyk, mastactvaznaŭca j palityk. Chto mienavita z troch Chadykaŭ nie ŭtrymaŭsia i zhrašyŭ u hetym kankretnym vypadku — ci to fizyk, ci to mastactvaznaŭca, ci ŭsio ž taki palityk, — nia našaja sprava. Nie pra jaho havorka.

Vinavataja va ŭsim sama paetka. I ŭ škole, i na filalahičnym fakultecie jaje vučyli, što samaja cudoŭnaja liryka — hramadzianskaja. Značyć, sapraŭdny paet źjaŭlajecca tolki tady, kali hetuju samuju hramadzianskuju liryku asvojvaje. Treba pastaracca — i stanieš sapraŭdnym paetam.

Praŭda, paet ŭ hetym vypadku — žančyna. Žančynie hramadzianskaja liryka paddajecca tolki ŭ tym vypadku, kali jana doŭha pakutuje. U astatnim jana — dy jašče pryhožaja — čaściej za ŭsio piša dobryja vieršy pra toje, što da palityki nia maje dačynieńnia.

Paśla pračytańnia «Sarmackaha albomu» zastajecca takoje adčuvańnie, nibyta jaho pisali adrazu dva čałavieki. Nie Chadyka i Bahdanovič — heta jakraz było b praściej za ŭsio dapuścić, — a Iryna i Bahdanovič. Iryna — uvasableń-nie žanočaha pačatku, Bahdanovič u hetym vypadku — uvasableńnie toj samaj hramadzianskaści, na jakuju aŭtarka «Albomu» raptam pačała pretendavać. Pryčym Bahdanovič hety, da vialikaha žalu, usio adno — nie Maksim.

Usio napisanaje Irynaj pa pravie moža ličycca šedeŭram biełaruskaj liryki. U hetych vieršach vaładaryć pryhažość, panuje kachańnie, ćvituć kvietki.

Bez biezupynny, biaźlitasny, bez letucienny,

Bez jak biaźmiežža pamknieńniaŭ, pačućciaŭ ihrańnia.

Bez karaleŭski, sarmacki, buchmata-pramienny,

Bez jak preludyja leta, fartysyma traŭnia.

U hetych vieršach –– usio. I hudzieńnie pčały, i pach kviecieni bezu, i navat načny śpieŭ sałoŭki, da jakoha prysłuchoŭvajucca zakachanyja. Ad časoŭ buraŭkinskaha «Sałaŭja», u jakim paet zdoleŭ pieradać sapraŭdny ptušyny poščak, u biełaruskaj paezii nie było vierša, u jakim hukavaja tkanina nastolki b adpaviadała pradmietu vyjaŭleńnia. Škada, što nichto z kampazytaraŭ dahetul nie zdahadaŭsia pakłaści «Čas bezu» Iryny na muzyku –– atrymaŭsia b šykoŭny, vieličny vals.

Bez jak biaśpiečnaść, jak symbal radzinnych falvarkaŭ,

Kožnaj šlachieckaj siadziby naležnaje ŭbrańnie,

Bez jak viaršenstva ajčyny, a ŭsich niedaviarkaŭ

Zmoža viasna hetym bezavym traŭnievym hrańniem.

U paetyčnym śviecie Iryny jość miesca dla kachańnia, dla kvietak i klajnotaŭ, dla ŭspaminaŭ i dla malitvy. Dla ŭsiaho, čym zdaŭna žyła vysakarodnaja biełaruskaja šlachcianka. Pryčym lepšyja z napisanych joju vieršaŭ — jakraz samyja kulturnyja i nia zvodziacca tolki da sarmackaj tradycyi. Skažam, adčuvajecca, što ŭ svoj čas paetka dobra i ŭvažliva čytała Alaksandra Błoka:

U połackim Safijskim sabory

Hučaŭ arhan i vakał,

I hołas uznosiŭsia con amore,

I trapiataŭ, i kachaŭ.

Kachaŭ, i płakaŭ, i spadziavaŭsia,

Recham bury łunaŭ,

Aniolskim kryłom dušy dakranaŭsia,

Uvaskrasaŭ i kanaŭ.

Budzili ŭsich i ścichali chory,

Pačućci płyli biaź miež.

I ty byŭ pobač, i con amore

Hučała, jak mnie, tabie ž.

Zdajecca, spynisia Iryna na hetaj paetyčnaj nocie, u jakoj niama ničoha falšyvaha, u jakoj skrypki piajuć, vals krucić hałavu, sałaviej pranikaje ŭ dušu, hučyć boskaja liturhija, — i žadać bolš niama čaho.

Ale Irynie ŭparta chočaca stać Bahdanovičam. Chočacca pisać paŭnavartasnuju hramadzianskuju liryku, vieści za saboj narod, pieratvaracca ŭ valkiryju novaj nacyjanalna-vyzvalenčaj revalucyi. Spakusa zanadta vialikaja. I źjaŭlajucca ŭžo inšyja vieršy. Zusim, ja b skazaŭ, inšyja, nie Irynaj napisanyja. Ci — nia hetaj Irynaj.

Vy siońnia zdrady kavali,

Choć vy mahli siabie ŭźvialičyć.

Dyj pryjdzie čas dla vas, kali

Na sud Historyja pakliča.

Naščadak vas prymusić sam

Skazać, čamu vy pradavali

Naš kraj uschodnim handlaram,

A svoj pasad nie zbudavali?

Nielha skazać, što ŭ hetych radkach nia čujecca muzyki. Čujecca. Ale heta ŭžo nia hołas skrypak i nie carkoŭny arhan, a tresk barabanaŭ, blizki da ŭsich tych «vykryvalnickich» vieršaŭ, što ŭ 1920-ja hady pisali «r-revalucyjnyja» paety, — pryčym nie Majakoŭski navat, jaki-niebudź Biezymienski. Dy jašče z tymi samymi paetyčnymi štampami, z poŭnaj adsutnaściu hustu i ź pierakananaściu ŭ tym, što ryfmavanyja radki zastajucca paezijaj u lubym vypadku. Ci ty hańbuješ trackiscka-bucharynski blok, ci zusim navat deputataŭ 1996 hodu, bolej talenavitymi ad taho vieršy nia robiacca: palityčnaje klajmo — toj samy štamp, tolki vypalvajecca kalonym žalezam. Chacia aŭtarka «Sarmackaha albomu», budučy vydatnym specyjalistam-filolaham (mahu iści ŭ zakład, bo čytaŭ jaje apošniuju knihu, pryśviečanuju tendencyjam ramantyzmu ŭ biełaruskaj litaratury jakraz 1920—1930-ch h.), musiła b heta adčuvać. Ale kali hrymciać barabany i chočacca ŭ valkiryi, astatnija pačućci hłuchnuć.

Na žal, mabyć, mienavita hetyja vieršy prafesar Chadyka j ličyć «samymi sarmackimi». Inakš by jon, jak i naležyć čałavieku z hustam, nie zaklikaŭ by pračytać hety nievialiki zbornik całkam, a paraiŭ by, jakija — niešmatlikija, padkreślim, — staronki čytać nia varta. Heta było b ščyra.

Ździŭlalny syntez dvuch pačatkaŭ adbyvajecca tady, kali Iryna piša pra Radzimu, raptam admaŭlajučysia ad palityčnaj nadzionnaści hetaj chviliny i padparadkujučysia toj samaj «kulturnaj tradycyi», pra jakuju piša ŭ pradmovie da zborniku mastactvaznaŭca Chadyka. Tady ŭ vieršach usio harmanična: i skrypkam i barabanam jość svajo miesca, hučyć arkiestr.

Tak kročym z klajmom tutejšych

U svoj pradapošni čas.

Biaz movy, z iržavaj słavaj,

Biaz rodavych karanioŭ,

Biaz kraju, što staŭ dziaržavaj,

Vartaju karaloŭ.

Sarmackaja kroŭ-viadźmarka

Darešty ściakła ŭ ziamlu.

Kraina byłych falvarkaŭ,

Jakuju ja tak lublu,

Pakryta pažoŭkłym liściem,

Dzie my błukajem adny…

Jość i hramadzianskaść, i paezija. Bo adčuvajecca peŭnaja roźnica pamiž tym, kali hvałciać ułasny talent ci kali kirujucca im. U pieršym vypadku — z hnieŭnymi invektyvami ŭ adras palityčnych apanentaŭ — absalutny hvałt. Pryčym hvałt, ad jakoha Iryna nie adčuvaje nijakaj paetyčnaj i čałaviečaj nasałody. I heta — całkam zakanamierna, bo prafesija žančyny, jakaja adčuvaje nasałodu ad hvałtu, — zusim nie paet, i navat nie litaraturaznaŭca. U druhim vypadku — kachańnie, pieraplecienaje z bolem, što znoŭ-taki naturalna.

Jaki anioł mianie baronić

Ad zmanlivaj niaŭdziačnaj zdrady,

Kali hrachoŭ maich atrady

Ŭ šalony hon uzdybiać koniej?

Kali duša maja irviecca

Ziamny łancuh svoj rasščapieryć,

Jaki anioł mnie cišyć serca

I rasčyniaje łaski dźviery?..

Jaki anioł?..

Žančyna zaŭsiody maje patrebu ŭ padtrymcy i abaronie, navat kali jana mocnaja. I ŭ lepšych vieršach «Albomu» žanočy pačatak jakraz i adčuvajecca.

Zbornik Iryny Bahdanovič (abjadnajem znoŭ dvuch aŭtaraŭ «Sarmackaha albomu») — biassprečna, padzieja ŭ sučasnaj paezii. Ale chočacca ŭziać u ruki niešta vostraje, pavyškrebvać z tekstu ŭsio toje, što vidavočna nia jość naturalnym dla paeta i žančyny, i atrymajecca vielmi dobraja kniha, jakaja stanie karaciej maksymum na vosiem vidavočna słabych vieršaŭ. Praŭda, tady zbornik absalutna stanie padobnym da taho malunku, jaki my bačym na vokładcy — tresnutaj i krychu ščarbataj kafli ź vieršnikam-sarmatam. Ale ničoha: naščadki skažuć, što vyškrabana jakraz toje, što nia vytrymała pravierki časam. Tym bolš što atmasferu epochi hetyja ščarbiny jakraz i pieriedaduć lepiej za ŭsio.

Bahdanovič Iryna. Sarmacki albom. — Miensk, 2004.

Клас
Панылы сорам
Ха-ха
Ого
Сумна
Абуральна