Pramilhnuła źviestka, što ŭ Minsku raspačynaje pradstaŭleńni cyrk šapito. Užo navat pryvieźli słanoŭ…

Šapito… Šapito…

Tak, cyrk zaviecca šapito. Jon sapraŭdy padobny da słana — vialiki, šery i varušycca.

Słanoŭ viaduć z Tavarnaj stancyi pa Maskoŭskaj vulicy. Jany płyvuć pamiž krušniaŭ, niby aerastaty.

Ci dyryžabli. Jašče zaśpieŭ pabačyć aerastaty ŭ minskim niebie. A voś dyryžablaŭ nikoli nie bačyŭ. Tolki na malunkach u kalendarach i školnych padručnikach…

Maskoŭskaja vykładziena brukavankaj. Užo pačynajuć kvitnieć staryja kaštany. Značyć, chutka pa vulicy znoŭ buduć hrukatać tanki. Pieršaha maja, parad…

A pakul pavažna płyvuć słany. Pałachliva spyniajucca pierad Zachodnim mostam, uzdymajuć chobaty, tryvožna trubiać…

Słanoŭ viaduć u cyrk šapito. Za imi — pacaniaty i pacany, dziaŭčynki ŭ strakatych sukienkach. Taki voś dziciačy parad. Pakul dojduć da parku, da raki — sucelny natoŭp…

A tam, u parku, za rakoj, užo naciahnuty ciomna-šery kupał. I da niešmatlikich śviataŭ paślavajennaha dziacinstva — paradaŭ z tankami, salutaŭ z rakietnic i futboła na stadyjonie «Piŝievik» u tym ža parku, a potym i na «Dynama», dadajecca jašče adno — cyrk.

A 7-j viečara — pieršaje pradstaŭleńnie. Treba paśpieć zaniać miescy na drevach, kab choć niešta pabačyć praz ščyliny. I dačakacca antraktu.

U antrakcie ŭsie hledačy vychodziać na vulicu, da raki, nietaropka łasujucca marožanym. I voś tady možna paprasić: «Dziadziečka, praviadzicie». Kali-nikali heta spracoŭvaje. I voś my ŭžo siadzim pobač z novymi «tatami» i zabyvajemsia na ŭsio. Navat na marožanaje, što zastajecca ad dobrych «tataŭ»…

Jaki heta dzivosny, kazačny śviet! Usia ŭ zorkach uźlataje pad samy kupał dziaŭčynka. A tam, u prahale, bačna nieba, i zdajecca, što dziaŭčynka ŭźlataje ažno da jaho. Raptam doždž, kropli barabaniać pa kupale, padajuć na arenu, navat na tvar, kali šancuje siadzieć pobač z maniežam.

Šancuje, bo na maniežy źjaŭlajecca kłoŭn z sabačkam Klaksaj. Kłoŭna kličuć Karandaš.

I heta cudoŭna — siadzieć u pieršym šerahu i katacca ad rohatu, i ličyć, što Karandaš śmiešyć tolki ciabie. A jon časam i nasamreč niazhrabna pierałazić praz barjer i vykidvaje z taboj niejkuju štuku… «Viedaješ, chto heta? — pytajecca adnojčy matula i pakazvaje na vysokaha składnaha mužčynu, što prahulvajecca z sabačkam uzdoŭž Śvisłačy. — Heta Karandaš, jahonaje sapraŭdnaje proźvišča Rumiancaŭ…» Nie, Karandaš zastajecca na maniežy…

Narešcie, vyvodziać słanoŭ. Arkiestr hraje valsy, słany tańčać, kruciać chobatami i raskłańvajucca. Pamiž imi lotaje maleńki čałaviečak, laskaje pa chobatach, častuje cukram… Potym cišynia, narastaje barabanny drobat… Čałaviečak kładziecca pad samaha vialikaha słana, kab usie dumali, što słon voś-voś jaho raspluščyć. I, sapraŭdy, słon pavolna apuskajecca ŭsio nižej i nižej… Ale čamuści škada słana, a nie taho čałaviečka…

Bližej da vosieni ciomna-šery kupał vyćvitaje ad sonca i daždžoŭ. U parku ablataje liście, pa im stukajuć chałodnyja kropli. Kupał zdymajuć i, zdajecca, zvoziać kudyści daloka. Chacia, mahčyma, jon i zastajecca ŭ horadzie…

Minie šmat času. Pačnuć budavać novy cyrk, ci nie samy bujny ŭ Jeŭropie.

My, studenty, taksama pracujem na budoŭli. Adnojčy nas nakiroŭvajuć prybrać budaŭničaje śmiećcie z padstrešša. To bok z-pad kupała. Ja pieraadolvaju sałodkuju chvalu strachu i hladžu ŭniz.

Mabyć, tak hladziać z vyšyni žyćcia ŭspaminy.

A potym nas zaprašajuć na pieršaje pradstaŭleńnie. Ale heta ŭžo inšy cyrk, biez prahała ŭ kupale, praź jaki bačna nieba. Ad šapito zastaŭsia tolki pach. Ledź vilhotny pach piłavińnia i konskaha potu…

Apošnim razam cyrk vierniecca da mianie ź Juryjem Nikulinym, mo ŭ 1965.

Jon źjaviŭsia — i ŭsie zaśmiajalisia. Jon nie śmiajaŭsia, prosta hladzieŭ na ŭsich trochu vinavatym i adnačasova dapytlivym pohladam. I ŭsie zaśmiajalisia jašče macniej… Ciesny čorny pinžačok, karotkija ŭ pałosku nahavicy, biełaja kašula z halštukam i plaskaty, niby talerka, kapialuš…

Užo prajšoŭ na ekranach film «Kohda dierievja byli bolšimi», ci nie pieršy praŭdzivy film pra dramu čałavieka, jaki pieražyŭ vajnu. I ŭ cyrku Nikulin byŭ kudy bližejšy da svajho Kuźmy Iardanava z taho filma, čym da tradycyjna-zvykłaha «kinošnaha» Bałbiesa. Tak, nibyta havoryć jahony hieroj, ja śmiešny, niazhrabny, zorak ź nieba nie chapaju, lublu hruba padžartavać i vypić… Ale heta tamu, što mnie nie šancuje ŭ žyćci. Časam ja prašu vas pakinuć mianie ŭ spakoi. Ale, paviercie, u mianie dobraje serca. Jak i vy, ja maju prava na čałaviečyja pačućci. I ja bolš nie chaču vajavać…

Usio sapraŭdnaje mastactva — litaratura, kino, žyvapis — vynikała z hetaj usioabdymnaj prahi žyćcia.

Praz dvaccać hadoŭ paśla vajny.

Praz sorak…

Praz 70 hadoŭ u mianie źnianacku, miž inšym, pytajucca, ci dumaŭ ja, što dažyvu da novaj vajny.

Praz 70 hadoŭ u Minsku ładzicca dyskusija ab tym, «nakolki surjozna vyhladaje ciapier pahroza bajavych dziejańniaŭ dla Biełarusi i jakija nastupstvy vyklikaje vykarystańnie jadziernaj zbroi».

Jakraz padčas cudoŭnaj krasavickaj naviny pra cyrk šapito.

Tak, jany pojduć u svoj cyrk, našy dzieci, unuki i praŭnuki.

I buduć zamirać ad zachapleńnia i strachu, hledziačy, jak vysoka, pad samym kupałam, lacić chłopčyk. Jon kulajecca ŭ pavietry. Mužčyna trymaje mocnymi rukami pruhki šost z čyrvonym aksamitnym siadzieńniem na viersie. Ale-op! Chłopčyk u siadzieńni. Jon razvodzić ruki. Jon uśmichajecca.

A chłopčyk u pieršym radzie zabyŭsia na marožanaje. Jon choča być takim ža mocnym, sprytnym i viasiołym.

Jon choča žyć.

Daj Boh im ščaścia dažyć da 7-j viečara paśla vajny.

A mianie čakajuć moj ciomna-šery kupał u starym parku i maje pacany na drevach — praz ščyliny ŭ kupale možna niešta pabačyć.

Kali pryžmurycca.

1956, cyrk-šapito. Imhnienny zdymak — padarunak ad Karandaša. Pamiž matulaj i tatam. Z archiva aŭtara.

1956, cyrk-šapito. Imhnienny zdymak — padarunak ad Karandaša. Pamiž matulaj i tatam. Z archiva aŭtara.

Клас
Панылы сорам
Ха-ха
Ого
Сумна
Абуральна

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?