Usio pačałosia z taho, što na maršrutkach Salihorsk-Minsk pačali masava kleić znački prysutnaści biaspłatnaha Wi-Fi. I kolki b ja nie jeździŭ, jaho nikoli nie było, bo «pakul nie pastavili», «litaralna siońnia zranicy pałamałasia» i h.d.

Tak było i hetym razam, sieŭ na maršrutku ŭ horad-hieroj i zapytaŭ parol ad Wi-Fi. Kiroŭca davoli ahresiŭna adkazaŭ, što jašče nie pastavili. «Dyk a čaho kleicie?» — pytajusia. Mužyk zajaŭlaje, što heta nie maja sprava, i kali mnie niešta nie padabajecca — ja mahu vychodzić.

Spyniaje busik, adčyniaje dźviery i kaža što dalej nie pajedzie, pakul ja nie vyjdu. Praz chvilinu pytajecca, ci źbirajusia ja vychodzić, pačuŭšy admoŭny adkaz, pačynaje jechać dalej i vydaje niešta kštałtu «Nie tvajo dieła, zasr*niec, jed́ i nie umničaj».

Ja, dobra tak prychudzieŭšy, kažu, što jon moža tak svaich dzietak nazyvać, a z saboju ja takoha staŭleńnia nie dapušču. Kiroŭca paŭtorna spyniaje bus i ledź nie za škirku vyciahvaje mianie z sałona. Budučy ŭ poŭnym kahnityŭnym dysanansie, paśpiavaju zrabić fotku numaroŭ maršrutki, pakul taja adjazdžaje.

Lichamankava pačynaju dumać, što možna zrabić u takoj situacyi. Sprabuju nabrać dyśpietčaru firmy-pieravoźnika, kab daviedacca, kudy mahu pryjści napisać skarhu ŭ adpaviednaj knizie. U adkaz čuju, što ŭ ich adrasa niama, i knihi taksama, i mnie lepš nabrać dyrektaru. Dyrektar jašče raz paŭtaraje, što knihi ŭ ich niama, bo jany prosta abjadnoŭvajuć roznych IP, a ŭ ich kniha ŭ kožnaha svaja. Pytajusia, a čamu ž na maršrutcy byli naklejki mienavita hetaj firmy. Uciamnaha adkazu ja nie pačuŭ.

Huhlu ŭ telefonie kantakt Tavarystva abarony pravoŭ spažyŭcoŭ. Žanočy hołas, usia intanacyja jakoha śviedčyć, što ŭłasna abarona pravoŭ spažyŭcoŭ jamu hłyboka fijaletavaja, raić źviarnucca ŭ rajvykankam pa miescy zdareńnia. Pasiba, Kep, aha.

Razumiejučy ŭsiu hibłaść hetaj zadumy, usio ž kirujusia ŭ Salihorski rajvykankam. Tam, u adździele handlu i pasłuh, ja daviedvajusia, što abaronaj pravoŭ spažyŭcoŭ zajmajucca tolki pa sieradach i čaćviarhach. I ŭvohule, jany zajmajucca tolki handlem i pasłuhami, a mnie treba da śpiecyjalistaŭ, što absłuhoŭvajuć transpart, bo heta nie ich kampietencyja.

U adkaz na maju ścipłuju zaŭvahu, što pasažyrskija pieravozki — heta i jość pasłuha, ja atrymlivaju hnieŭny adkaz «Mołodoj čiełoviek, nie nado učiť mienia diełať moju rabotu» i spapialajučy pozirk. I ŭvohule, akazvajecca, mnie treba iści ŭ padatkovuju i milicyju, a nie da ich.

Zaŭvažaju, što mnie, vidać, pryjdziecca telefanavać na haračuju liniju Minabłvykankamu, bo pa miescy prapiski mnie dapamahčy nie mohuć. «A čieho eto vy mnie Minskom uhrožajetie?!» — vydaje čynoŭnica, ale ŭsio ž papuskajecca i sprabuje chacia b zrabić vyhlad, što sprabuje mnie dapamahčy. Telefanuje niekudy ŭ niedry rajvykankamu i daviedvajecca, što transpartam zajmajecca ŭ adździele ekanomiki niejkaja Kacia, tamu mnie treba tudy — da kanca kalidora i naprava («Čto ja, obiazana čto li znať vsie nomiera kabinietov?!»).

U adździele ekanomiki Kacia paviedamlaje mnie, što transpartam jana zajmajecca, ale hruzapieravozkami nie, a mnie treba viartacca ŭ 238-my kabiniet, adkul mianie nakiravali. U 238-m kabiniecie ŭžo sabrałasia narada z dvuch «śpiecyjalistaŭ», jakija abmiarkoŭvali, što sa mnoju rabić.

Vyrašyli patelefanavać dyśpietčaru pieravozčyka i vyśvietlić situacyju. Pierahavory z dyśpietčaram zaciahnulisia chvilin na dziesiać, pryčym z taho boku, miakka skazać, pakrykvali, tak što ja, navat siedziačy nasuprać viadučaha śpiecyjalista adździeła handlu i pasłuh, čuŭ, što ja, akazvajecca, byŭ ahresiŭny i łajaŭsia matam.

Čynoŭnica niekalki razoŭ prapanoŭvała pieravozčyku vyrašyć prablemu mirna, bo inakš mnie pryjdziecca iści ŭ 218-y kabiniet i pisać skarhu (heta kazałasia z takim tonam, nibyta 218-y kabiniet — heta skrajniaja miera, i paśla jaje budzie atata i hamon firmie). Na tym boku surazmoŭca ŭparta nie moh uciamić usiaje mocy 218-ha kabinietu, i pierahavory nie kleilisia.

Na pačatku dziasiataj chviliny ŭ adździeł handlu i pasłuh zajšła jašče adna čynoŭnica, i, daviedaŭšysia, što adbyvajecca, pačała pierakonvać skončyć pieramovy, bo transpart — heta nie ich kampietencyja. U vyniku słovami «Nu vsio, ja otpravlaju jeho v 218-j kabiniet» pierahavorny praces byŭ skončany. Pierahavorščyca zapytała ŭ mianie, ci sapraŭdy ja łajaŭsia matam, ale paśla arhumientu, što kali b ja łajaŭsia — to ŭ rajvykankam by nie pajšoŭ, pahadziłasia i nakiravała ŭ toj samy 218-ty kabiniet.

A ŭ tym kabiniecie mnie sa startu skazali, što ja niapravilna pryjšoŭ da ich i mnie treba viartacca ŭ 238-y. Nie, kažu, mnie dakładna da vas. Tut zachodzić niekaja načalnica, čuje našuju razmovu i pytajecca, što adbyłosia. Raz dziasiaty za apošniuju hadzinu koratka raspaviadaju, u čym prablema.

Pakul ja raspaviadaju, načalnica robić niekalki zvankoŭ u nietry rajvykankamu, nie pakidajučy nadziei kudyści mianie spłavić. Ale akazvajecca, što spłavić mianie nie atrymajecca, i heta jana pavinna mnoj zajmacca. Čynoŭnica robić niezadavoleny vyraz tvaru, i paviedamlaje, što ja pavinien napisać padrabiaznuju skarhu, bo maje słovy «k diełu nie podošjoš». Mnie vydajuć arkušyk i asadku, i adpraŭluć pisać uniz, kab nie zaminaŭ ich pracy.

Pakul składaju skarhu, mnie nabiraje nieznajomy numar. Mužčynski hołas pradstaŭlajecca ŭładalnikam taho busa, adkul mianie vysadzili. Kaža, što jamu tolki ciapier paviedamili pra hety niepryjemny incydent, i što jamu vielmi niepryjemnaja situacyja, jon całkam na maim baku, vydatna razumieje, što takaja situacyja absalutna nie dapuščalnaja, i jon trytysiačykratna pieraprašaje, vielmi prosić skarhu nie rehistravać i hatovy na lubych maich umovach mirna vyrašyć kanflikt.

Praź piatnaccać chvilin my pjem kavu z Alaksandram, jaki akazvajecca prafiesijnym baksioram. Biźniesoviec žalicca, što padčas kryzisu zarobki i tak upali, a takaja situacyja moža całkam zrujnavać dobraje imia firmy, na jakoje jany pracujuć šmat hod. Kiroŭca, jaki vysadziŭ mianie, akazvajecca «zalotnym», i ŭ jaho ŭžo było nie adno papiaredžańnie, a siońnia była apošniaja kropla i jahony apošni pracoŭny dzień. Kab zhładzić vinu svajho pracoŭnika, Alaksandr prapanuje biaspłatna zavieźci mianie ŭ Minsk na bližejšaj maršrutcy, što adpravicca praz 20 chvilin.

Pakul čakali jaje, razhavarylisia «za žyść». Biźniesoviec daŭno maryć zvalić z «etoj strany», ale pakul nie moža, bo dahladaje baćku-invalida. Doŭha nie moža ŭciamić, navošta ja viarnuŭsia ŭ RB paśla šaści hadoŭ žyćcia za buhrom. Bolš za ŭsio ŭ Biełarusi jamu nie padabajecca mientalitet hetaha «narodca», i siońniašni kanflikt krasamoŭna paćviardžaje jahonyja pierakanańni. Kaža, što ŭ padobnaj situacyi jon by «nasovał po ŝŝam» (u čym ja, uličvajučy jahonuju kamplekcyju, ni razu nie sumniajusia).

Kali padjaždžaje maršrutka, Alaksandr prezientuje mnie kupon na adnu biaspłatnuju pajezdku ŭ Minsk, jašče raz vybačajecca, i raźvitvajecca sa mnoju słovami: «Voś kali b bolš było takich ludziej, jak ty, užo daŭno zažyli b lepš, čym u Polščy!»

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?