Fiermier Alaksandr Kabanaŭ ź Biarozy — čałaviek, jakoha znajomyja apošnija tydni sustrakali pytańniem: «O, ty jašče na voli?». I sapraŭdy, Kabanaŭ, lidar bresckaha «Marša niedarmajedaŭ», 9 sakavika byŭ asudžany na 5 sutak za parušeńnie zakona ab masavych mierapryjemstvach. Pierad sudovym pasiadžeńniem jon raspavioŭ «Našaj Nivie», čamu ličyć patrebnym vychodzić na vulicy, jak pryjšoŭ u palityku, i patłumačyŭ, čamu nie baicca stavić pierad saboj, na pieršy pohlad, nievyrašalnyja zadačy.

Alaksandr Kabanaŭ.

Alaksandr Kabanaŭ.

«U kabinietach my nie damovilisia b nikoli»

«Naša Niva»: Łukašenka «zamaroziŭ» dziejańnie Dekreta №3. Moža, tady nie varta praciahvać Maršy?

Alaksandr Kabanaŭ: Varta. Ludziam treba vyjści na vulicy, kab jany adčuli i zrazumieli, što heta ich zasłuha. I tyja, chto ŭdzielničaŭ u papiarednich šeściach, heta vydatna razumiejuć. Chaj heta i nie admiena dekreta, ale ŭłada pajšła na sastupki. I heta treba danieści ludziam, jakija nie vyjšli na Marš. Šmat było ludziej, jakija stavilisia piesimistyčna i kazali: «Ničoha vy nie dabjaciesia». Byli i tyja, chto kazaŭ, što treba siadzieć u kabinietach i damaŭlacca. U kabinietach my nie damovilisia b nikoli, heta 100%. Nikoli.

«NN»: A sustreča z meram Bresta padčas Maršu?

AK: Ja tudy nie pajšoŭ. Heta była navat nie biessensoŭščyna, a sproba sarvać Marš. Hladzicie, zaprašali ludziej mienavita na Marš, a nie pryjści kudyści hutaryć z čynoŭnikami. I tut raptam aktavaja zała, mer pryjechaŭ u niadzielu… Nu, dobra ŭsio toje, što dobra skončyłasia. Ale ja liču, što na padobnyja mierapryjemstvy klikać kahości z čynoŭnikaŭ — jak minimum hłupstva. Bo «mer» — čynoŭnik, jaki nie vyrašaje ničoha. Jon nie maje dačynieńnia da pryniaćcia dekreta. Jon nie moža jaho admianić. Chtości tam kazaŭ, voś, mer moža pieradać… My sami pieradamo našmat lepš. Maršam pa vulicach možna pieradać bolš.

«NN»: A ŭ Biarozie nie płanujecca Marš?

AK: Tak, płanujem zrabić i tut.

«NN»: Ale ž raniej nie pravodzili.

AK: Ja liču, što taki ruch pavinien być źvierchu ŭniz. Minsk. Zatym abłasnyja centry, zatym rehijony. Kab nie prajšoŭ raniej Marš u stalicy, to ničoha nie varta było b pačynać u maleńkich haradach. Ludziej by nie było, jany b spužalisia.

A kali jany pahladzieli — kolki ludziej było ŭ Minsku, u Breście… Plus jašče ž šmat chto i nie zmoh pajechać. A tyja, chto zmoh, tyja viarnulisia, raspaviali siabram, skazali, što heta kruta. I voś kali ja ŭžo paśla bresckaha Marša pryjechaŭ, ludzi pačali padychodzić da mianie i kazać, što varta pravieści i ŭ Biarozie. Raniej zvarotaŭ takich nie było.

«NN»: Vy ž fiermier, tak?

AK: Tak. Nadzieł nievialiki, hiektar. Zajmajusia miasam: trusy, śvińni, husi, indyki, kury. Kački byli, pierapiołki… Ale siońnia amal usiu haspadarku svaju «pavybivaŭ». Ja pracuju tak: vyroščvaju, vykormlivaju pahałoŭje i paśla za zimu zabivaju. Viasnoj znoŭ pačynaju raścić novaje pahałoŭje.

Heta moj zarobak, za heta žyvu. Aformleny jak čałaviek, jaki žyvie z nadziełu. To bok sam ja nie darmajed.

«NN»: A što ž tady vy ŭzialisia za hetyja Maršy?

AK: Ja byŭ kandydatam u deputaty. I pieršym punktam prahramy ŭ mianie była admiena dekreta. Kali sustrakaŭsia z vybarščykami, šmat havaryŭ pra heta. I atrymlivajecca, što paśla vybaraŭ treba praciahvać, choć mianie ŭ parłamient i nie puścili. Treba pracavać nad tym, što abiacaješ, lubymi mietadami.

I hety mietad, jaki my vykarystoŭvajem siońnia — jon absalutna pravavy. My nie parušajem zakon.

Dy i ŭvohule, Dekret №3 — viarchuška ajśbierha. Usio idzie adno za adnym, pačynajučy z vybaraŭ. My nie vybirali tych deputataŭ, ich pryznačyli. I tamu jany padpišuć luby zakon: siońnia «dekret ab darmajedach», zaŭtra jašče jaki-niebudź. Jany ŭžo zadušyli ipešnikaŭ.

Da mianie pryjazdžali siabry z Hiermanii, pytajucca: «A jakija datacyi? Jak dziaržava padtrymlivaje?» Ja śmiajusia, kažu — pra što vy? Jany byli ŭ šoku.

«NN»: A sami vy adkul?

AK: Naradziŭsia ŭ Viciebskaj vobłaści, paśla žyŭ u Baranavičach. Zatym paznajomiŭsia z žančynaj adsiul, ažaniŭsia i pierajechaŭ u Biarozu. Pracavaŭ tut trenieram — adzinaborstvy. U tym liku i milicyju treniravaŭ.

«NN»: A ciapier jany vas skručvajuć na akcyjach?

AK: Nu, jany z pavahaj da mianie staviacca. Kab dubinkaj udaryli ci štości takoje — nie było nikoli.

«Trajpł» nahreŭ mianie na 50 tysiač dalaraŭ»

«NN»: Jak stali fiermieram?

AK: Hetym ja zaniaŭsia nie tak daŭno, hadoŭ ź piać tamu.

Da hetaha voś, treniravaŭ. Paśla byŭ u Maskvie, mieŭ svaju budaŭničuju firmu. A ŭ 2008 hodzie štości rasčaravaŭsia ŭ hetym horadzie — hrošy tam zarablajucca lohka, ale žyć tam niemahčyma. I viarnuŭsia ŭ Biełaruś.

«NN»: A čamu vas paniesła ŭ palityku?

AK: Heta asabistaje. Doŭhaja historyja…

«NN»: Nu padzialiciesia, kali nie sakret.

AK: Pracavaŭ ja z takoj kampanijaj «Trajpł»… I mianie «nahreli» na 50 tysiač dalaraŭ.

«NN»: Heta jak?

AK: Ja pryjechaŭ z Maskvy i budavaŭ prezidenckuju rezidencyju ŭ Puščy. Tam składanaja schiema, ale «Trajpł» byŭ nakštałt inviestara, jany ŭkładvali hrošy, pieradavali administracyi Biełaviežskaj Puščy, i taja ŭžo była zakazčykam. I ŭ mianie tam byŭ budaŭničy padrad, kala 50—60 čałaviek pracavała.

I voś, z nami nie raźličylisia, plus sprabavali kryminalnuju spravu jašče raspačać… Ja byŭ u šoku. Jak heta tak, na prezidenckim abjekcie takoje adbyvajecca?

Doŭha adychodziŭ ad hetaha. U mianie było niekalki abjektaŭ — u Puščy taja rezidencyja, a ŭ Mahilovie budavali niejkamu prafiesaru dom. Tam ź ludźmi taksama nie raźličylisia i chtości dom padpaliŭ. Jon nie zhareŭ, padpalili, kab napałochać… Imitacyja. I hety padpał chacieli na mianie paviesić, ja ledź vykruciŭsia z hetaha ŭsiaho.

I zrazumieŭ, što adbyvajecca štości nie toje. Pačaŭ čytać, vyjšaŭ na Abjadnanuju hramadzianskuju partyju, źjeździŭ da ich, pahavaryŭ, pahladzieŭ na ludziej… Mnie padabajecca toj ža Ramančuk, idei jaho. Nu i tak ja da ich pryjšoŭ. Napisaŭ zajavu, spačatku byŭ davoli pasiŭnym, paśla bolš aktyŭnym… Nu i pajšło.

«NN»: A na prezidenckich vybarach za kaho hałasavali?

AK: Nie ŭdzielničaŭ uvohule. Pryncypova.

«NN»: Karatkievič nie padabajecca?

AK: Nie.

«U nas siońnia nie adliha»

«NN»: Na Dzień Voli ŭ Minsk pryjedziecie na akcyju?

AK: Tak, viadoma. Bo treba, kab dekret byŭ admienieny, a nie zamarožany. Heta pieršaje. Druhoje — čynoŭniki, jakija jaho rychtavali… Jany pracavali nad im hod. Jeli narodnyja hrošy. Hetych čynoŭnikaŭ treba pryciahnuć da adkaznaści, tak prosta adpuskać ich nielha. Voś ślesar na zavodzie, kali sapsavaŭ detal — u jaho vyličać z zarobku za jaje, pakarajuć. A čynoŭniki štości aby-jakoje robiać i ni za što nie adkazvajuć.

«NN»: Ale davajcie budziem ščyrymi: damahčysia, kab u našaj krainie pryciahnuli čynoŭnikaŭ da adkaznaści… Heta fantastyka.

AK: Ja skažu tak: hod tamu było fantastykaj navat zamarozić Dekret. I kali ludzi pavierać u svaje siły, što jany mohuć damahčysia — to heta nie budzie fantastykaj.

«NN»: Dyk a što ŭ nas siońnia — adliha atrymlivajecca? Dekret zamarozili, u Kurapatach budoŭlu spynili…

AK: Heta nie adliha. Heta vielmi drennaja ekanamičnaja situacyja. Naš urad prosta pavodzić siabie aściarožna, bo treba ź Jeŭropaj niejak kantaktavać. Jeŭropa nie zrazumieje, kali znoŭ pojduć tut dubinki, kajdanki i hetak dalej. A Rasija ž — što tam niadaŭna skazaŭ Miadźviedzieŭ? «Chopić nas šantažavać», tak? U ich situacyja vielmi składanaja i biez nas.

Ale ž nielha zabyvacca, što našaja dziaržava moža represii viarnuć u luby momant. Kali taja ž Rasija skaža, maŭlaŭ, dobra, voś vam hrošy — to paniasiecca.

«NN»: Ale ž akcyi ŭsio roŭna varta rabić?

AK: Hałoŭnaje, čaho my možam damahčysia akcyjami — źmienaŭ u vybarčym zakanadaŭstvie. Naprykład, prybrać daterminovaje hałasavańnie.

«NN»: To bok pastupova vy płanujecie pierajści da inšych akcyj, nakiravanych na inšyja mety?

AK: Viadoma. Bo Dekret — pradukt našych deputataŭ. I jon jašče nie samaje hałoŭnaje. Zaŭtra-paślazaŭtra prydumajuć jašče što. U biudžecie prablemy, hrošy šukać treba. Admiena dekreta prablemy nie vyrašyć.

Hladzicie, u nas tut u Biarozie dva pradpryjemstvy zakryvajucca: «Ciepłaprybory» i matoraramontny zavod. Chutka, napeŭna, buduć skaračeńni navat na masłasyrzavodzie.

Ułada nie ŭmieje stvarać pracoŭnyja miescy, voś u čym prablema. Pa ich zakonach siońnia inviestary siudy nie pajduć. A hrošaj u krainy niama. Zamknionaje koła.

Ludzi ž, bolšaść, «darmajedski padatak» nie płacili.

Ale jeści ludziam treba. U Rasiju nie pajedzieš, siońnia tam takich zarobkaŭ, jak raniej, niama.

I jak źmianić štości ŭ takich umovach? Kali vy kažacie, što deputataŭ nie vybirajuć, to treba svajo brać na vulicach, tak?

Kab ułada dała vyrazny sihnał, što hatovaja da pieramoŭ… ale nie, u nas pryvyk havaryć adzin čałaviek. I jon pryvyk, što jaho treba słuchać. Jon nie hatovy, što chtości pryjdzie i skaža, maŭlaŭ, ty robiš niapravilna. Dla jaho toje budzie jak piersanalnaja abraza.

Dyk voś, kali ŭłada daje vyrazny sihnał, što davajcie prablemy razam abmiarkoŭvać i vyrašać, to nie budzie nijakich Maršaŭ. Ale treba zaprašać na takija abmierkavańni nie Miaśnikoviča, nie Prakapoviča, treba zaprašać sapraŭdnych pradprymalnikaŭ. I ich prapanovy prymać. Nie ŭpiracca, a prymać. Voś toje budzie sihnałam.

«NN»: Nu dobra, pakul vychodzicie na vulicu. Ale i ŭłada pakul dazvalaje vychodzić. Kali pačnuć razhaniać, ci sadžać na sutki masava — ludzi prosta nie vyjduć u nastupny raz.

AK: Tak. Tamu ja liču, što vuličnyja akcyi pavinny prajści pa ŭsich haradach. Pavinny być biez pravakacyj. Ludzi pavinny vykazać svajo mierkavańnie. Jany majuć prava vyjści ŭ centr svajho horada i skazać, čaho jany chočuć. Heta nie razhojdvańnie łodki. Razhojdvańnie — heta kali ludzi zmahajucca za svaje pravy, a ŭłada supraciŭlajecca im. Urad ža vybirajuć, kab jon pracavaŭ na karyść ludziej. A naš urad sieŭ tam i pracuje na svaju karyść.

U rabočaha kolki siońnia zarobak? Chaj čynoŭniki atrymlivajuć siaredni zarobak pa krainie, pryviažam ich zarpłatu. Tady jany buduć zacikaŭlenyja ŭ jaho pavyšeńni.

I kali vynikaŭ niama, to čynoŭnikam nie treba kahości vinavacić. Vy ž i siadzicie tam va ŭradzie. I kali štości idzie nie tak — to heta vašaja vina.

Tak što pavinien być ci stoł pieramoŭ, taki sapraŭdny… Ale ž ja nie baču anijakaha ruchu ŭ hetym kirunku z boku ŭłady…

«NN»: Ci?

AK: Ci vulica.

«NN»: A kali vas zakryjuć na sutki? Ci navat nie na sutki, a na hady?

AK: U mianie fiłasofski pohlad na žyćcio. Što pavinna zdarycca, toje i zdarycca.

«NN»: A dzieci, žonka? Jak staviacca da taho, što vy robicie?

AK: Nu… z žonkaj jość peŭnyja momanty. Pa-pieršaje, jana pracuje na dziaržaŭnaj pracy, u balnicy… A pa-druhoje, joj niaprosta, viadoma, tam kožny hrukat u dźviery — a chiba heta pa mianie pryjšli?..

A syn nie bačyć pierśpiektyŭ u hetaj krainie. Jon užo darosły, skončyŭ univiersitet. I choča źjechać za miažu.

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?