Kapać mahiły na mohiłkach albo nasić truny z pamierłymi — praca. Ab jakoj nie marać dzieci, a darosłyja, atrymaŭšy jaje, nie chvalacca pierad siabrami i znajomcami. Alaksandr Hołub z Baranavičaŭ siem hadoŭ addaŭ vajskovaj słužbie, a potym staŭ pracavać na mohiłkach.

Z praparščykaŭ u dałakopy

Kapać mahiły na mohiłkach albo nasić truny z pamierłymi — praca. Ab jakoj nie marać dzieci, a darosłyja, atrymaŭšy jaje, nie chvalacca pierad siabrami i znajomcami. Voś i Alaksandr Hołub, pajechaŭšy za svajoj budučaj žonkaj u Baranavičy, nie moh i padumać, što trapić u śfieru rytualnych pasłuhaŭ. Dy i jak takija dumki mahli źjavicca ŭ hałavie maładoha pierśpiektyŭnaha vajskoŭca, jaki, ledź pastupiŭšy na słužbu na baranavickuju avijabazu, adrazu apynusia na dobrym rachunku i ŭ načalstva, i ŭ kaleh. Za siem hadoŭ vajennaj słužby Alaksandr sabraŭ stos hramat i padziak ad kiraŭnictva, atrymaŭ zvańnie praparščyka i staŭ načalnikam radyjołakacyjnaj stancyi. Ale na pačatku 2000-ch hadoŭ, kali častku stali rasfarmiroŭvać, Alaksandru Hołubu paviedamili, što jahonaja pasada skaračajecca, i prapanavali stać technikam pa absłuhoŭvańni samalotaŭ, faktyčna prostym miechanikam. Z takoj niaŭdziačnaściu praparščyk Hołub mirycca nie staŭ i vyrašyŭ — treba sychodzić z vojska.

«U toj čas moj brat jeździŭ na pracu ŭ Maskvu i, daznaŭšysia, što ja źbirajusia syści z vojska, padtrymaŭ majo rašeńnie, paabiacaŭšy, što zabiare mianie z saboj u Rasiju, — zhadvaje Alaksandr Hołub. — Da majho adjezdu zastavałasia pryblizna paŭhady, i, kab nie siadzieć doma, ja pajšoŭ u centr zaniataści, dzie jakraz nabirali rabotnikaŭ na mohiłki».

Svajaki z takimi pieramienami doŭha nie mahli źmirycca, pa pieršym časie dakarali Sašu tym, što jon pakinuŭ słužbu ŭ vojsku. Ale Alaksandr, zrabiŭšy pierapynak u svaich «rytualnych» abaviazkach i źjeździŭšy na paŭhady ŭ Maskvu, dla siabie vyrašyŭ, što zastaniecca pracavać na mohiłkach. «Kali ja pryjšoŭ siudy, rabotnikaŭ było mała, čałaviek šeść usiaho, dy i techniki zusim nie było. Pieršyja dva hady ja pracavaŭ dałakopam, prybiraŭ mohiłak, — pryhadvaje Alaksandr. — Potym mohiłki stali raźvivacca, z prostych prybiralščykaŭ ja pierajšoŭ u rabočyja rytualnych pasłuhaŭ. Koła abaviazkaŭ pašyryłasia: ciapier ja pavinien byŭ jeździć na «vynasy» niabožčykaŭ, zabirać cieły z trupiarni i ŭstaloŭvać pomniki».

Dziciačyja strachi źmianiŭ spakoj

Jak i ŭsie dzieci, u svaje chłapčukoŭskija hady Alaksandr bajaŭsia mohiłak, pryčym asabliva pałochali jaho čamuści viaskovyja mohiłki. «U časy majho dziacinstva samaja miakkaja ziamla ŭ vioscy była kala mohiłak, — raspaviadaje pra svaje dziciačyja fobii Alaksandr Hołub. — Tam zvyčajna vykopvali vializnyja jamy, u jaki było zručna zachoŭvać bulbu. Ja časta baviŭ leta ŭ babuli i, kaniečnie, nieadnojčy mnie davodziłasia jeździć da hetych jamaŭ. Dyk voś kolki b razoŭ ja nie prajazdžaŭ kala mohiłak, varta było drevu zašamacieć albo halincy tresnuć, ja ŭvieś čas uzdryhvaŭ».

Z uzrostam dziciačyja strachi minuli. Kali pačaŭ pracavać na mohiłkach, Alaksandr užo nie pałochaŭsia vyhladu śviežavykapanych mahiłaŭ i sumnych pachavalnych pracesij, a staviŭsia da ŭsiaho prosta jak da pracy, jakuju treba rabić. «Kali kapaješ, nijakaha pačućcia strachu, tym bolš adčuvańnia taho, što staiš na dnie čužoha dołu, niama, — pryznaŭsia Alaksandr. — Adzinaje, čaho baišsia, — kab piasok nie abvaliŭsia ci kab ciabie nie nakryła bližejšym pomnikam. Darečy, nievialikija abvały piasku pieryjadyčna zdarajucca, ale takoha, kab jany mieli vynikam śmierć rabotnikaŭ, na ščaście, nie było. Kali «adkapacca» čałaviek jašče moža samastojna, to źniać ź siabie mahilnuju plitu składaniej. Mienavita tamu my zaŭsiody pracujem u pary, kab u vypadku čaho možna było dapamahčy svajmu kalehu».

Kryŭdna, kali ciabie ličać pjanicam

Siarod abyvacielaŭ isnuje dumka, što ŭsie pracaŭniki mohiłak — ałkaholiki, jakija kapajuć doł, kab zarabić sabie na butelku. Alaksandra takija vykazvańni kryŭdziać i aburajuć.

«Ludzi ličać, što mohiłki — heta apošniaje miesca, kudy iduć pracavać ałkaholiki, jakija nie mohuć nidzie pracaŭładkavacca. Tak i susiedzi maje havorać, i navat niekatoryja svajaki, — biaduje Alaksandr Hołub. — Niepryjemna, kali na ciabie viešajuć jarłyk. I samaje kryŭdnaje toje, što navat kali ty sam nie pješ i ludzi pra heta viedajuć, źmianić ich dumku ŭsio adno nielha, bo ty ŭ ich vačach chutčej źjaŭlajecca vyklučeńniem, čym praviłam».

Kaniečnie, jak i ŭ lubym kalektyvie, siarod rabotnikaŭ mohiłak jość takija, jakija lubiać prykłaścisia da plaški, ale, pa pryznańni Alaksandra, na pracy takija ludzi doŭha nie zatrymlivajucca. Sam ža jon da ałkaholu stavicca spakojna, moža vypić u kampanii svajakoŭ i siabroŭ pa śviatach. A voś pjanicy vyklikajuć u jaho niehatyŭnyja emocyi. «Asabliva złuje, kali ty robiš svaju spravu, a jaki-niebudź padvypiŭšy klijent albo svajak sprabuje tabie ŭkazać, što i jak treba rabić, — pryznajecca Alaksandr. — Strymlivać siabie ŭ takich situacyjach bolš čym składana».

Karparatyŭnaja etyka

Darečy, na mohiłkach jość svaje niehałosnyja praviły, jakija jahonyja rabotniki vykonvajuć abaviazkova. Tak, naprykład, padčas pachavańnia, kab abmierkavać pamiž saboj jakija-niebudź prafiesijnyja pytańni, rabotniki adychodziać ad miesca pachavańnia, dajučy mahčymaść svajakam spakojna raźvitacca. Akramia taho, niahledziačy na toje, što humar supravadžaje pradstaŭnikoŭ hetaj prafiesii ŭvieś čas, padčas pracedury jany pavodziać siabie strymana i surjozna, nie dazvalajuć sabie adpuskać niedarečnyja ŭ takija vypadkach žarty navat u kole siabroŭ.

Na vyjezdy rabočyja rytualnych pasłuh nakiroŭvajucca vyklučna ŭ čornych kaściumach i pry halštukach.

«Heta naša rabočaja vopratka, — adkryvajučy šafu z kaściumami, raspaviadaje Alaksandr Hołub. — Tut u nas poŭny kamplekt: i kašula, i halštuk, i pantofli jość. Kaściumy nabyli hady dva-try tamu, jany kupleny za košt pradpryjemstva. I kiraŭnictva patrabuje, kab my apranali ich na kožny vyjezd».

Vydatki prafiesii

Supravadžać trunu z pamierłym — praca nie stolki niepryjemnaja, kolki ciažkaja. Vynas truny praz vuzkija dźviarnyja prajomy, a taksama padjom i spusk ź vierchnich pavierchaŭ patrabujuć vialikich fizičnych vysiłkaŭ. Plus rabota na adkrytym pavietry pry lubych, navat samych składanych umovach nadvorja. Adnak jość rečy, jakija vymahajuć i ahramadnaha zapasu dušeŭnych sił. «Samaje niepryjemnaje — zabirać pamierłaha z morhu, — pryznajecca Alaksandr. — Čaściej za ŭsio abaviazki hety na siabie biaruć svajaki, my ž pryjazdžajem u morh pieravažna pa nieapaznanyja trupy. Niaredka ich cieły, pierad tym jak znojduć, lažać doŭha, tamu hladzieć na takija trupy, a tym bolš pierakładvać ich u truny — nie samy pryjemny zaniatak». Jość jašče adna małapryjemnaja pracedura — ekshumacyja (dastavańnie trupa ź miesca pachavańnia). Ludzi, jakija heta robiać, pavinny mieć mocnyja niervy i niaredka takija ž mocnyja straŭniki. Alaksandr, pavodle jahonaha ŭłasnaha pryznańnia, da ekshumacyi jašče «nie daros». «Pracedura ekshumacyi pravodzicca ŭ nas vielmi redka, — raspaviadaje Alaksandr Hołub. — U mianie była mahčymaść pryniać u joj udzieł, ale ja admoviŭsia. I nie tamu što bajaŭsia načnych žachaŭ, jany, na ščaście, mianie nie turbujuć. Prosta maja niervovaja sistema, chacia i mocnaja, ale nie da takoj stupieni, kab nazirać za tym, jak vykopvajuć pamierłaha».

I kryzis, i sacyjalnaja niaroŭnaść

Zdavałasia b, kaho-kaho, a rabotnikaŭ mohiłak kryzisnyja źjavy suśvietnaj ekanomiki zakranuć nie mohuć. Ludzi pamirajuć, i, niahledziačy na kryzis chavać ich treba. Ale, jak vyjaviłasia, jahony vodhałas dakaciŭsia i da mohiłak Rusina, chacia tut upłyŭ kryzisu mienš adčuvalny. U pryvatnaści, jon niehatyŭna adbiŭsia na kolkaści zamovaŭ na ŭstalavańnie pomnikaŭ. «Jašče na pačatku minułaha hodu u nas było bolš za sto zamoŭ, — biaduje Alaksandr. — My nie paśpiavali ŭsio rabić, tamu zaprašali, što nazyvajecca, ludziej sa starany. Na pačatku hetaha hodu ŭ nas było ŭsiaho 30-40 zamovaŭ. Vierahodna, u suviazi z kryzisam u ludziej prosta niama hrošaj na pomniki».

Sacyjalnaja niaroŭnaść pamiž ludźmi na mohiłkach nie maje takoha značeńnia, jak u śviecie žyvych ludziej. Adnak u niejkaj stupieni jana isnuje i tut, chacia ŭstanaŭlivajuć hetuju niaroŭnaść nie tyja, chto tut znajšoj spakoj, a ich svajaki. «Ludzi pa zvyčcy ličać, što kali nad mahiłaj staić darahi pomnik, to pamierły pry žyćci byŭ vielmi zabiaśpiečanym čałaviekam albo takimi byli jahonaja svajaki, — tłumačyć Alaksandr Hołub. — Ale nasamreč usio značna składaniej.

Byvaje, što ludzi biednyja pradajuć mašyny i kvatery, kab addać apošniuju daninu pamiaci pamierłamu i ŭstalavać na mahile štości hrandyjoznaje, a bahaciei zamaŭlajuć samyja tannyja pomniki.

Usio zaležyć ad adnosinaŭ pamiž svajakami. Byvajuć situacyi, kali mahiłu jašče nie paśpieli zasypać, a svajaki ŭžo pačynajuć spadčynu dzialić. Mahčyma, tamu ludzi jašče pry žyćci pačynajuć zamaŭlać sabie miesca na mohiłkach albo vybivać ułasnyja imiony, bajučysia, što paśla śmierci nichto pra heta nie pakłapocicca». Takoje staŭleńnie da pamierłych Alaksandr Hołub ličyć niedapuščalnym. Jon pierakanany, što mienavita praz arhanizacyju pachavańniaŭ i ŭstalavańnie pomnikaŭ čałaviek pakazvaje svajo staŭleńnie da pamierłaha. Bolš za toje, jon ličyć, što dahlad za mahiłami — abaviazak, jaki pavinny vykonvać usie biez vyniatku, bo tym samym jany addajuć daninu pavahi tym, chto im darahi.

Hledziačy śmierci ŭ tvar, nie dumajučy pra jaje

Alaksandr Hołub — adzin z tych ludziej, jakim nieadnojčy davodziłasia zazirać u tvar śmierci. I sprava navat nie ŭ tym, što jon užo niekalki hadoŭ pracuje ŭ miescy, dzie jaje prysutnaści adčuvajecca najbolš vostra. A ŭ tym, što dvojčy, pa jahonym ułasnym pryznańni, Alaksandr apynaŭsia ŭ situacyi, kali jahonaje žyćcio visieła na vałasku. «Ja žyŭ u vioscy ŭ Staŭbcoŭskim rajonie i štodzień jeździŭ u škołu u Stoŭbcy. U 7-8-m kłasie ja viartaŭsia dachaty z bulby. Vyjšaŭ ź ciahnika i stajaŭ nasuprać čyhunki. Mnie vielmi chaciełasia dachaty chutčej trapić, i ja ŭžo hatovy byŭ stupić na pierachod, ale čamuści raptam spyniŭsia. Pobač sa mnoj stajała maładaja siamja. Sužency stali pierachodzić šlachi, i tut ich dzicia vyrvałasia i pabiehła. Mienavita ŭ hety momant prachodziŭ ciahnik i dzicia zahinuła. Ja byŭ u šoku. Pryjšoŭ dachaty i staŭ pytać u siabie: čamu ja tady spyniŭsia? Ja ž moh sam pajści, nie pahladzieć pa bakach i zahinuć.

Ci jašče byŭ vypadak. Ja jechaŭ na matacykle i na adnym kavałku darohi byŭ nievialiki vyhin. Ciomna było, i mienavita na hetym vyhinie ŭ mianie pierastali pracavać fary. Ja padkruciŭ padśvietku — hladžu, užo laču pa inšym baku darohi, a nasustrač mnie aŭtobus. Jak ja vykruciŭsia, da hetaha času nie razumieju. Napeŭna, usio-tki jość vyšejšaja siła, jakaja mianie bieraže».

Niahledziačy na heta, dumki pra śmierć Alaksandra nie naviedvajuć. «Ja nie dumaju pra śmierć i nie bajusia jaje, — pryznajecca Alaksandr. — Mianie cikavić žyćcio i hałoŭnaja meta hetaha žyćcia — vyraścić syna, dać jamu dobruju adukacyju, mieć jakuju siońnia prosta nieabchodna. Mnie nie važna, jakuju prafiesiju vybiera moj syn, hałoŭnaje, kab jana jamu padabałasia».

Ludmiła Ściacko, Intex-press

Клас
0
Панылы сорам
0
Ха-ха
0
Ого
0
Сумна
0
Абуральна
0