Doŭha nie razvažajučy, kudy b nam pajechać u viasielnaje padarožža, vyrašyli my pajechać u Kosta-Ryku.

U šmatlikich rekłamnych kampanijach (da prykładu, u ZŠA i Jeŭropie) prasoŭvali Kosta-Ryku jak krainu «biez kansiervantaŭ i dabavak» — voś my i vyrašyli pahladzieć na jaje cnatlivuju pryrodu.

Zamovili tur u turahienctvie, jakoje znajšli ŭ Kosta-Rycy. Tam nam zabraniavali hateli i tranśfiery, ale pieradapłatu my rabić nie stali — na ŭsialaki vypadak. Pryjechali ŭ pačatku žniŭnia, na dva tydni.

U aeraporcie nas sustreŭ ich ahient i pavioz u ofis. Tam nam usio raskazali, dali kupony na kožny hatel, na kožny tranśfier, na ježu i na niekatoryja ekskursii, my ŭsio heta apłacili i pajechali ŭ naš pieršy hatel. Padarožža pačałosia!

Kosta-Ryka — heta maleńkaja kraina, ale z samym vysokim uzroŭniem žyćcia ŭ Centralnaj Amierycy.

Siaredniaja hadavaja zarpłata ŭ kostarykancaŭ u 2007 hodzie skłała prykładna $ 3500 za hod. Tym nie mienš, kali my pryjechali ŭ San-Chase, stalicu Kosta-Ryki, to žachnulisia ad biednaści, brudu, «bamžatnikaŭ» i da taho padobnaha. Dy jašče doždž liŭ jak ź viadra, i vulicy pieratvarylisia ŭ brudnaje mora. Uražańnie zastałosia, sami razumiejecie, nie samaje pryjemnaje. Tym nie mienš my znajšli čystaje mieściejka i zmahli smačna pajeści za 30 dalaraŭ.

Pakolki kraina maleńkaja, my vyrašyli zrabić kruhavy tur, abjazdžajučy samyja cikavyja miescy. U kožnym miescy my načavali pa dźvie nočy, tolki na plažnych kurortach pa try.

San-Chase my pajechali na karybskaje ŭźbiarežža ŭ Tartuhera — «ziamlu čarapach». Prykładna ŭsio leta i da kanca vosieni tudy prypłyvajuć adkładvać u piasku jajki marskija čarapachi. Na plažach zabaroniena kupacca, kab nie spužać čarapach i nie stać achviaraj drapiežnikaŭ — u asnoŭnym akułaŭ.

Tranśfier nam padaŭsia žudasna doŭhim — try hadziny na aŭtobusie i jašče paŭtary na łodcy. Prajazdžali vializnyja płantacyi bananaŭ i ananasaŭ (Čykita i Del-Monte). Vilhotnaść 100%, davodziłasia mianiać adzieńnie dvojčy.

Kudy ni pahladziš — adny džunhli, a kryki dzikich žyvioł nie zmaŭkajuć navat nočču.

My bačyli krakadziłaŭ, tukanaŭ, ihuanaŭ, małpaŭ, baa-kanstryktara, usialakich roznakalarovych ptušak, zialonych źmiejaŭ, čarapach, žabaŭ.
U džunhlach čapać ničoha nielha, tam na drevach žyvuć samyja atrutnyja istoty, ad źmiejaŭ da pavukoŭ. Chadzili ŭ les my ŭ humavych botach, jakija dajuć u hateli, bo niekatoryja miescy nie prajści — jany zatoplenyja.

U štanach, u kašulach z doŭhimi rukavami i namazanyja vadkaściu ad kamaroŭ, jeździli my na ekskursii. Kamaroŭ tam šmat, ale malaryi niama. Tym nie mienš, kamary vielmi vialikija, i ŭ ich usio-tki atrymałasia nas pakusać. U hateli byŭ poŭny pansijon, bo bolš nie było dzie pajeści.

Ale

karmili vielmi smačna — ananasy, kavuny, sałaty, płoŭ, kuryca, desierty, kava, harbata. Harbata, darečy, u asnoŭnym była čornaja i ramonkavaja. Jana vielmi dobra dapamahaje pryvyknuć da vialikaj vilhotnaści.
Darečy, u mnohich hatelaŭ u Tartuhera jość ułasnaja mini-fierma matylkoŭ, dzie razvodziać u asnoŭnym vialikich błakitnych matylkoŭ. Varta tudy schadzić, i vam raskažuć vielmi šmat cikavaha pra ich. Taksama niepadalok na drevach žyli laniŭcy, tukany…

Nastupnym prypynkam byŭ vułkan Arenal. Dabiralisia niekalki hadzin, na łodcy, potym na mini-aŭtobusie. Pa nieasfaltavanaj darozie, razmytaj padčas daždžu, my jechali 5 hadzin.

Vułkan Arenal — vielmi pryhožaje miesca. Praktyčna ŭsie hateli pabudavanyja ź vidam na jaho.

Nam vielmi spadabałasia pračynacca ranicaj i bačyć z akna trapičnyja kvietki na fonie vułkana. Nočču, kali niama chmaraŭ, bačnaja łava. Ale my byli ŭ Kosta-Rycy ŭ siezon daždžoŭ (daždžy ljuć kožny dzień, usio leta i vosień) i bačyli tolki nievialikuju čyrvonuju kropku na viaršyni vułkana. Taksama jeździli na haračyja krynicy — vielmi spadabałasia. Tam vielmi pryhožyja sady, možna ŭbačyć šmat kalibry.

Paśla vułkana my pajechali ŭ Mantevierde, u pierakładzie ź ispanskaj — «Zialonaja hara».

Heta hornyja džunhli, jakija zaŭsiody pakrytyja tumanam. Les u Mantevierde tak i nazyvajecca — «vobłačny». Ekskursij tam vielmi šmat. My vyrašyli pakatacca na kanatnaj darozie i pachadzić pa padviesnych mastach. Spačatku vielmi strašna, my nikoli nie katalisia, tym bolš što na niekatorych darožkach nabirajecca vialikaja chutkaść. Ale kali žadajecie, vam prapanujuć biaspłatnyja pasłuhi «šafiora», jakija vykonvajuć maładyja i pryhožyja chłopčyki. Šafior budzie tarmazić i ŭtrymlivać raŭnavahu, a vam zastaniecca tolki atrymlivać asałodu ad palotu nad džunhlami; moža, pašancuje, i vy ŭbačycie jakuju-niebudź žyviołu.

Kali vy kupicie ŭvachodnyja bilety ŭ nacyjanalny park Mantevierde, to vam biaspłatna prapanujuć naviedać sad-kalibry. Kalibry padkormlivajuć niektaram, voś ich i prylataje cełaja chmara.
Škada, što vielmi ciažka zrabić dobruju fatahrafiju — kalibry vielmi chutkija.

Kažuć, što ŭ Mantevierde žyvie śviatarnaja ptuška maja i actekaŭ — Kietsal,

niezvyčajna pryhožaja ptuška, pierje jakoj vykarystoŭvali ŭ abradach. Zabojstva hetaj ptuški karałasia śmierciu, tamu tolki samyja ŭmiełyja palaŭničyja mahli dastać jaje piory, nie prynosiačy škody. Jany žyvuć u hornych džunhlach, ale my nie zmahli ich ubačyć.

Nastupnaj prypynkam byŭ Kutok Babulki, Rincon de la Vieja. Tam taksama jość vułkany i pryhožyja lasy.

U nas zastavaŭsia tydzień i my praviali jaho na cichaakijanskim uźbiarežžy.

Plaž fłaminha nam vielmi spadabaŭsia. Najčyściejšaja vada, nievialikija chvali, kakosy, pryhožy zachad sonca, jaki aśviatlaŭ jarkuju viasiołku. Voś tak jon nam i zapomnicca.
Znoŭ-taki, poŭna marskich ekskursij na luby hust. Košty na ekskursii tam byli vysokija, minimum 50 dalaraŭ z čałavieka.

Praz try nočy my pajechali ŭ nacyjanalny park Manuel-Antonia, na poŭdzień ad uźbiarežža fłaminha. Park vielmi malaŭničy. My vyrašyli pajści pa im svaim chodam, biez hida. Tam šmat daroh i ŭsio dobra paznačana. Ihuanaŭ, jaščarak, krabaŭ i małpačak ź biełymi pyskami tam poŭna. Heta sapraŭdny zaapark. Plaž pryhožy i čysty. Na ŭźbiarežžy pradajuć suvieniry, prapanujuć pasłuhi masažysta i navučajuć siorfinhu.

Viarnuŭšysia ŭ San-Chase, dzie praviali apošniuju noč, my padviali vyniki.

Lepš jechać u suchi siezon, mienš kamaroŭ i bolš roznych ekskursij. Kraina darahaja. $2300 na dvaich za hateli i tranśfiery, $1200 za bilet z čałavieka, $1000 za ježu, suvieniry i ekskursii. Pajeści ŭ kafe abo restaranie na dvaich — prykładna $20–40.
U hatelach niama poŭnaha pansijonu, prapanujuć tolki śniadanki — i hetym abaviazvajuć iści ŭ restaran. Supiermarkietaŭ mała, i śviežyja pradukty tam lepš nie kuplać. Patelefanavać dadomu — amal $1 chvilina. Ekskursii — ad $30–75 na čałavieka. Masty i kanatnaja daroha — adna z samych darahich ekskursij, $55 z čałavieka.

Vaźmicie z saboj binokl, my im časta karystalisia. Usiudy prymajuć dalary i kredytnyja kartki. Kišennych hrošaj my ŭziali 600 dalaraŭ, drobnymi kupiurami, tak lahčej ich mianiać, a kali skraduć, to nie ŭsie adrazu. Časta reštu dajuć u kałonach, tamu stračvaješ u abmienie. U Kosta-Rycy dastatkova biaśpiečna, ale ŭsio-tki treba być pilnym. U nas aklimatyzacyi nie było, ale heta tropiki, i treba mieć z saboj usie nieabchodnyja miedykamienty — nie spadziavajciesia znajści pobač apteku…

Ci varta jechać u Kosta-Ryku ŭ miadovy miesiac? Napeŭna, nie, ale ŭ kožnym adpačynku jość svaje adčuvańni.

Nikoli ciapier nie zabudziem, jak my pramokli da nitki ŭ hadzinu nočy padčas načnoha turu, kab pahladzieć čarapach… Ciapier my viedajem, jakija jany, hetyja trapičnyja daždžy!

Клас
Панылы сорам
Ха-ха
Ого
Сумна
Абуральна

Chočaš padzialicca važnaj infarmacyjaj ananimna i kanfidencyjna?